KGHM odrzucił postulaty Związku Zawodowego Pracowników Przemysłu Miedziowego kierowanego autorytarnie przez Ryszarda Zbrzyznego.
Czyżby wreszcie zabrano się za działaczy związkowych? Oby.
Rozśmieszyły mnie postulaty związkowców:
-
10 letnia gwarancja zatrudnienia. Zapraszam panów związkowców do zwykłej, przeciętnej, prywatnej firmy tworzonej od "zera". Gwarancje zatrudnienia? Nie moi panowie działacze: każdego dnia, zwykły, przeciętny zjadacz chleba możne spodziewać się nagrody "złotego wypowiedzenia";
-
podpisanie umów na czas nieokreślony z pracownikami, którzy przepracowali minimum trzy miesiące. Jak rozumiem umowy te podpisywane byłyby z pociotkami, żonami, synami, kuzynami i krewnymi królika, prawda?
-
dodatkowo rewaloryzacja pensji o wskaźnik inflacji. Nadmieniam, iż średnia pensja w molochu miedziowym wynosi ok 9000 PLN brutto na miesiąc. O takich małych, nieistotnych dodatkach do pensji jak: kredkowe, dopłaty, czternastki, trzynastki, barbórkowe i inne nie wspomnę. Nie - nie zaglądam wam szanowni panowie działacze związkowi do kieszeni. I nie jestem wściekła o to, ze sprzątaczka w KGHM zarabia więcej niż pisząca te słowa.
Uważam tylko, że czas wyjść z wieży z kości słoniowej i zobaczyć, w jaki sposób na świecie, tu w kraju toczy się życie.
Związkowcy protestują przeciwko prywatyzacji kombinatu. Rozumiem szanownych panów - w rezerwacie lepiej się żyje. Dostatniej - w sztucznie pompowanej iluzji miedziowego życia. Nadmieniam tylko i chciałabym zapytać: co szanowni panowie zrobili z akcjami pracowniczymi? Zapomniał wół, jak cielęciem był?
Nevermind...